AKTUALNOŚCI Z MIASTA I POWIATU |
NEWS OF THE CITY AND OF THE REGION |
NOUVELLES DE LA VILLE ET DE LA REGION |
TYGODNIK - ostatnia aktualizacja - 2.III.2005
Odznaczenia i pytania
W ubiegłą środę, 23 lutego radni Siemiatycz brali udział w sesji Rady Miasta
Siemiatycze. Podczas obrad gościli wicewojewodę Jerzego Półjanowicz oraz prezesa
spółki "Pronar".
Początek sesji był jednak wyjątkowy. Kilku osobom wręczono bowiem odznaczenia
przyznane przez Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.
Krzyże dla urzędników
- Za pośrednictwem burmistrza Siemiatycz i na wniosek Wojewody Podlaskiego, Prezydent
Aleksander Kwaśniewski przyznał dwa wysokie odznaczenie państwowe siemiatyckim
urzędnikom - powiedział Zdzisław Warpechowski Przewodniczący Rady Miasta. - Za
wzorowe, wysoko sumienne wypełnianie obowiązków wynikających z pracy zawodowej
"Złotym Krzyżem Zasługi" zostaje odznaczony pan Romuald Wilgat.
Natomiast "Srebrnym Krzyżem Zasługi" zostaje odznaczona pani Józefa
Stankiewicz.
Chwilę później wyróżnionym pracownikom odznaczenia przekazał wojewoda Jerzy
Półjanowicz.
- Jest nam bardzo miło, że nasza praca zostaje zauważona przez tak znakomite grono.
Jest to dla nas wyjątkowa chwila w dotychczasowej wykonywanej pracy - powiedziała
Józefa Stankiewicz pracująca w Urzędzie Miasta. - Mobilizuje nas to do dalszej pracy.
Na co dzień staramy się jak najsolidniej wykonywać swoje obowiązki. Za przyznane
odznaczenia bardzo dziękujemy.
...i dla Sybiraków
Podczas sesji odznaczenia otrzymali też siemiatyccy Sybiracy. Szkoda tylko, że aż tak
długo na nie musieli czekać.
Siedem osób otrzymało "Krzyż Zesłańca Sybiru"
"Pronar" będzie budował
W sesji brał udział również prezes spółki "Pronar" Sergiusz Martyniuk.
Prezes przyjechał, by uspokoić radnych i mieszkańców. Przekazał też kilka informacji
na temat przyszłej inwestycji.
- Nie chcę oceniać pismaków z gazety "Współczesnej", nie jest to moja rola.
Z chęcią przyjeżdżam do Siemiatycz. Inwestycja "Pronaru" zostanie w
Siemiatyczach zrealizowana na 100 procent - powiedział Sergiusz Martyniuk prezes spółki
"Pronar". - Obecnie cały teren został ogrodzony. Następny etap to
doprowadzenie energii elektrycznej w zadawalającej nas ilości. Tutaj trwają
zaawansowane rozmowy i uzgodnienia z Zakładem Energetycznym w Bielsku Podlaskim. Powstaje
teraz dokumentacja i przystąpimy do realizacji. Jak tylko zniknie śnieg, ruszą
intensywne prace na placu budowy. Do zrobienia jest bardzo dużo. Chcemy dokupić jeszcze
kilka działek, gdyż potrzeba wybudować mały biurowiec. Trzeba zatrudnić ludzi,
którzy przez całą dobę będą utrzymywać zakład w ruchu. Potrzeba też doprowadzić
gaz ziemny oraz wodę i kanalizację. Wszystko wymaga sporządzenia projektów i
otrzymania wszelkich pozwoleń. Prace projektowe są bardzo zaawansowane. Jestem
optymistą. Mogę zapewnić, że w przeciągu dwóch, trzech miesięcy ruszą widoczne
prace budowlane.
- Kiedy przewiduje pan uruchomienie zakładu? Jaka może być to realna data. Czy
widzi pan jakieś zagrożenia dla inwestycji - pytał radny Mariusz Gocał
- Nie chciałbym podawać dokładnych dat. Powiem tak, że budowa i zamontowanie maszyn
zajmie około 8 miesięcy - kontynuował prezes Martyniuk. - Trudno mi jednak powiedzieć
kiedy zakończone zostaną prace projektowe i czy sprawnie otrzymamy wszystkie potrzebne
zezwolenia. Według mnie zakład w pełni powinien funkcjonować, pełna parą na
przełomie 2006 i 2007 roku. Zagrożenie to potencjał pracowników. Już teraz widzę,
że będzie z tym problem - ludzie wolą pracować w Belgii. Będziemy musieli sobie
jakoś z tym poradzić. Potrzeba nam inżynierów i ludzi prawdziwie chętnych do pracy.
Zgłoszenia cały czas przyjmujemy.
Podczas rozmów w przerwie sesji prezes Martyniuk mówił też, że z niecierpliwością
czeka na zbliżające się wybory parlamentarne. Jest ciekawy jaka opcja polityczna
będzie rządziła i jakie kierunki rozwoju gospodarczego wskaże nowy rząd.
Nieoficjalnie mówi się, że jednym z udziałowców w spółce "Pronar" jest
też Włodzimierz Cimoszewicz, obecny marszałek Sejmu. Zapewne stąd też zapewne tak
duże zainteresowanie prezesa przyszłymi wyborami.
Podjęto uchwały
Podczas dalszych obrad radni podjęli uchwałę w sprawie: ustanowienia tytułu
"Honorowy Obywatel Miasta Siemiatycze" oraz zasad jego nadawania. Ustalili na
2005 r. regulaminu określający wysokość i szczegółowe warunki przyznawania
nauczycielom dodatków motywacyjnego, funkcyjnego i za warunki pracy oraz niektórych
innych składników wynagrodzenia.
Podjęto też uchwałę w sprawie przystąpienia do realizacji i współfinansowania
projektu "Wdrażanie elektronicznych usług dla ludności w woj. podlaskim".
Marek Malinowski, fot. MM
Obora w gospodarstwie Bogdana Moczulskiego z Mierzynówki gm. Grodzisk
sprawia imponujące wrażenie. Pełna mechanizacja - poidła, stacja paszowa,
elektroniczne numery i inne urządzenia. To wszystko dla 100 sztuk bydła rasy
czarno-białej z domieszką krwi HF. Właściciel gospodarstwa jest energicznym
mężczyzną mającym zdecydowany pogląd na wiele spraw. Według niego wielka polityka ma
wpływ na życie rolników.
- Od kiedy zajmuje się Pan produkcją mleczną? Czy jest to opłacalne?
- Już mój ojciec na poważnie zajął się hodowlą bydła. Więc można powiedzieć,
że jestem drugim pokoleniem działającym w produkcji mlecznej. Żadnej innej produkcji
nie prowadzimy. Czy to lubię? To tak jak lotnik lubi latać. Chyba tak, to hobby, drogie
niestety. Jaka jest tego opłacalność, trudno ocenić. Jeżeli zaciąga się kredyty,
które trzeba spłacać, no to o znaczącej opłacalności nie można mówić. Jakaś jest
- nie prowadzę księgowości.
- Czy prawdą jest, że rolnik ma cały dzień wypełniony pracą?
- Nie przesadzajmy z tą pracą. Owszem jest, ale to zależy od sezonu. Dużo zajęć jest
w czasie żniw, sianokosów, jesiennego zbioru kukurydzy. Zimą jest spokojniej.
Tygodniowo to są 3 dni wytężonej pracy.
- Mleko musi mieć odpowiednią jakość...
- Nasze gospodarstwo jest corocznie badane przez powiatowego lekarza weterynarii i nie ma
problemu z jakością.
- Czy po wejściu do Unii nastąpiły jakieś zmiany? Czy można powiedzieć
wprost, że jest lepiej?
- Nie wierzę w zmiany na plus. Jeżeli się myśli duchowo na lewo, to odbija się na
gospodarce. Rolnik chce prostych rzeczy - zarobić i inwestować, ale teraz rządzą
rodzimi okupanci. Po wojnie mój ojciec siedział za dwa worki zboża, ja mogę teraz, bo
za dużo produkuję. Dzisiaj rolnik musi zamienić się w księgowego - biurokratę,
zamiast spokojnie zająć się tym, do czego jest powołany. Albo weźmy sprawę różnych
atestów, im ich więcej, tym więcej ludzie chorują. Co jeszcze o Unii? Dług publiczny
wzrasta i co? Pokolenia to będą spłacać. Rząd prędzej nas zarżnie i obłupi, bo nie
ma wolnych pieniędzy, które by szły na rozwój kraju. Dodatkowo, na rolnikach
pasożytują takie agencje jak ANR i ARMiR. A wszystko po to, aby sprostać, dziwnym
wymogom unijnym. Rolnik musi liczyć wyłącznie na siebie. Niedługo wybory i wiem, że
nie wolno oglądać się na partie, które mamią nas funduszami, albo te, które
obiecują, że dadzą coś za darmo. Lewicowa Europa nam nie pomoże.
- Dziękuję za rozmowę.
Jacek Piotrowski, fot. JS
Straż Graniczna czuwa
Wśród osób zatrzymanych w ubiegłym roku przez funkcjonariuszy Straży
Granicznej w Mielniku byli Rosjanie, Turcy, Ukraińcy, Kazachowie - w sumie 12 osób.
Większość z nich zatrzymano bezpośrednio po nielegalnym przekroczeniu granicy.
Komendant Strażnicy SG w Mielniku, mjr Włodzimierz Pielach, wśród najważniejszych
ubiegłorocznych zagrożeń wymienia:
- Próby przekraczania granicy państwowej do Polski wbrew przepisom przez grupy osób,
przekroczenia granicy wbrew przepisom przez pojazdy, co wynika ze specyfiki pracy naszych
jednostek, a także zdarzenia o charakterze kryminalnym, wynikające również z zadań
ustawowych, a więc włamania, kradzieże, jak również nietrzeźwi kierowcy.
Analizując ubiegły rok, komendant dodaje, że mimo większej ilości zatrzymań, należy
wskazać na postępujący spadek przestępczości granicznej.
- Przyczyn spadku takiej przestępczości należy upatrywać w tym, że systematycznie
zwiększamy skalę ochrony granicy na odcinku należącym do naszej Strażnicy. Tym samym
jesteśmy bardziej skuteczniejsi i można powiedzieć, że więcej widzimy. W ubiegłym
roku pozyskaliśmy nowy sprzęt, wzrosła też ilość naszych funkcjonariuszy - mówi mjr
Pielach.
Najwięcej przez zieloną trawę
Porównując ubiegły rok do 2003, ilość zatrzymań wzrosła o 3 osoby. W 2003 r.
pogranicznicy z Mielnika zatrzymali 9 osób, w 2004 - 12. Sześć osób próbowało
nielegalnie przekroczyć granicę z Białorusi do Polski. Wprawdzie przekroczenie udało
się, ale wszyscy zostali schwytani zaraz po tym fakcie. Cztery osoby zatrzymano za
przemyt, natomiast dwie za nielegalny pobyt lub pracę.
- Nikomu, kto przekroczył granicę nie udało się zajść dalej, jak 4 km wgłąb kraju.
Nikt obcy nie poszedł w sobie tylko znanym celu. Tym samym mieszkańcy naszych terenów
mogli czuć się bezpiecznie - dodaje komendant.
Trafili się nawet Turcy
Największy ubiegłoroczny sukces pograniczników z Mielnika to zatrzymanie, bezpośrednio
po przekroczeniu granicy, obywateli Turcji i Rosjan. Najpierw byli Rosjanie - czterech w
wieku 20-kilku lat. Przekroczyli granicę 23 czerwca w okolicy Koterki. Natomiast dwaj
Turcy przedostali się do Polski 11 sierpnia. Rosjanie twierdzili, że chcieli pracować w
Polsce lub na Zachodzie, a Turcy, że przyszli do nas w celach... turystycznych.
Oprócz tego przez teren zabezpieczany przez Strażnicę w Mielniku, do Polski próbowali
przedostać się jeden obywatel Kazachstanu oraz jedna obywatelka Ukrainy.
Postrach targowic
W ubiegłym Straż Graniczna z Mielnika ujawniła towary nie posiadające znaków
skarbowych akcyzy na sumę 64.000 zł. Artykuły zarekwirowano głównie na rynkach, tych
najbliższych w Nurcu Stacji i Siemiatyczach, a także, w wyniku specjalnych akcji w
Ciechanowcu, Grodzisku i Perlejewie.
Nowe kamery i łódź
Nowy sprzęt, w który została zaopatrzona mielnicka Strażnica to kamery termowizyjne.
Takie kamery reagują na ciepło, przez co łatwiej w warunkach nocnych odnaleźć
człowieka. Komendant Pielach podkreśla, że to jedne z najnowocześniejszych urządzeń
jakie posiada Strażnica.
- Ten sprzęt jest bardziej skuteczniejszy od posiadanych dotychczas gogli termowizyjnych
- mówi.
Jakich urządzeń spodziewają się pogranicznicy w tym roku? Wśród większego sprzętu,
który ma trafić do Mielnika, komendant wymienia nowy samochód obserwacyjny oraz łódź
patrolową.
- Poza tym w tym roku ruszy planowana rozbudowa naszej Strażnicy. Jest to związane ze
wzrostem obsady jednostki, jak również elementem dostosowań do unijnych wymogów -
wyjaśnia komendant.
Tegoroczne cele?
- Chciałbym, aby w tym roku udało nam się uzyskać taką skuteczność, jak w
ubiegłym. Ponadto nadal systematycznie będziemy uszczelniać granicę, zarówno pod
względem technicznym, jak i elektronicznym - mówi mjr Pielach.
Inna działalność
Straż Graniczna realizuje też nieco inne działania.
- Jesteśmy otwarci na wszelkie prośby o zwiedzaniu naszej jednostki, pokazy sprzętu i
wyszkolenia psów, zabezpieczaniu masowych imprez w najbliższej okolicy - dodaje
komendant.
Mielnicka Straż Graniczna współpracuje z harcerzami z Siemiatycz. Drużyną
"Korzenie" opiekuje się chor. Andrzej Kiślak. Ubiegłej zimy pogranicznicy
zorganizowali kulig dla uczniów szkoły w Siemichoczach. Po raz pierwszy też odbyły
się Dni Otwarte Strażnicy. Stałym elementem pobytu w Mielniku młodzieży z innych
rejonów Polski jest zwiedzanie jednostki.
- Bardzo dobrze układa się też współpraca z samorządem w Mielniku. Korzystając z
okazji chciałbym podziękować gminie za nieodpłatne zaorywanie granicznego pasa
kontrolnego - dodaje komendant.
W tym roku pogranicznicy z Mielnika zatrzymali już kolejne osoby, które nielegalnie
przekroczyły granicę. 15 sierpnia, w bezpośrednim pościgu, zatrzymano dwóch Rosjan. W
zdarzeniu pisaliśmy w poprzednim numerze.
CK, fot. jsw
Budżet, drogi i oświetlenie
18 lutego odbyła się XVII sesja Rady Gminy Dziadkowice, w czasie której podjęto 6
uchwał, między innymi tę najważniejszą - dotyczącą budżetu gminy na rok 2005.
Poza tym upoważniono wójta gminy do samodzielnego zaciągania zobowiązań, uchwalono
utworzenie rachunku dochodów własnych gminy, ustalono regulamin, ustalający wysokość
oraz szczegółowe warunki przyznawania dodatków: motywacyjnego, funkcyjnego i za warunki
pracy oraz niektórych innych składników wynagrodzenia, a także wysokość i
szczegółowe zasady przyznawania i wypłacania dodatku mieszkaniowego dla nauczycieli
szkół prowadzonych przez gminę. Przyjęto Gminny Program Profilaktyki i Rozwiązywania
Problemów Alkoholowych. W czasie sesji przyjęto też plany pracy Komisji Rady Gminy na
rok 2005.
Dochody budżetu gminy na rok 2005
ustalono w wysokości 5.711.422 zł, a wydatki na kwotę 5.928.617 zł. Deficyt budżetu
gminy pokryje się planowanym kredytem długoterminowym w kwocie 250.000 zł (która
zostanie przeznaczona na rozbudowę drogi gminnej w Korzeniówce i w Zarębach) i wolnymi
środkami z lat ubiegłych w wysokości 82.195 zł. Wpływy z "kapslowego" w
kwocie 30.300 zł przeznacza się w planie wydatków na realizację zadań określonych w
programie profilaktyki uzależnień alkoholowych. W gminie Dziadkowice pieniądze
przeznaczane są głównie na imprezy sportowe (gdzie dodatkowo na kulturę fizyczną w
gminie wydaje się jeszcze 1.597 zł). W 2005 roku dotacja dla gminnych instytucji kultury
wyniesie 101.712 zł. Na szkolnictwo w gminie Dziadkowice planuje się wydać 2.286.522
zł, na ochronę zdrowia 61.300 zł, na pomoc społeczną 525.711 zł, na gospodarkę
komunalną i ochronę środowiska, w tym na oświetlenie ulic, placów i dróg - 100.252
zł.
Radny Adam Cwalina zwrócił się do radnych gminy z prośbą o przegłosowanie wniosku
uwzględnienia w budżecie budowy drogi do szkoły we wsi Kąty. Wręczył
przewodniczącemu rady list od mieszkańców, którzy swoją prośbę motywują tym, że
jest to jedyna droga, którą dzieci mogą chodzić do szkoły.
- Chciałbym zaznaczyć - powiedział radny Cwalina, - że tą drogą co roku idzie też
procesja na Boże Ciało, zresztą pod listem podpisał się też proboszcz.
- A dla mnie podpis proboszcza jest takim samym podpisem jak każdego innego mieszkańca
gminy - odpowiedział wójt Marian Skomorowski. - Tu chodzi o zwiększenie wydatków. Jak
ustalane były stawki podatkowe, to ja rozumiem, że dla każdego z nas była to trudna
decyzja. Radny Cwalina głosował przeciwko, a teraz chce dodatkowe pieniądze. Panie
radny proszę mi wskazać źródło finansowania tej drogi.
- Składa się wniosek o dofinansowanie drogi Korzeniówka, Zaręby to można i razem tą
drogę - kontratakował Cwalina.
- Ale panie radny - mówi wójt Skomorowski. - Wiem prawie na 90%, że do tych dwóch
dostaniemy dofinansowanie, jak będziemy chcieli więcej to raczej na pewno nie dostaniemy
na żadną. Zresztą na Osiedlu Kąty zrobiliśmy chodniki, a od 16 lat nie było tam nic
robione.
Z problemów "drogowych" poruszane były jeszcze prośby od mieszkańców i
księdza proboszcza z Dołubowa, którzy proszą o dofinansowanie budowy parkingu przy
kościele i podżwirowanie drogi z Dołubowa na cmentarz. W Dziadkowicach jest prośba o
dodatkowe przejście dla pieszych. Gorącą dyskusję rozwinął też temat odśnieżania
i posypywania dróg.
W czasie sesji poruszono też sprawę oświetlenia. Wójt przedstawił propozycję firmy
Esko Projekt, która proponuje wymianę istniejącego oświetlenia w gminie na
energooszczędne. Niestety, w tej chwili gminy nie stać na kompleksową wymianę
istniejących lamp, wymiana będzie odbywała się sukcesywnie. Wymieniane będą lampy
70W, zamiast 250W, co spowoduje oszczędności, które pozwolą rozwiązać kolejny
sygnalizowany przez radnych problem. Z Dołubowa jest prośba, by przedłużyć czas
palenia się lamp ulicznych, które obecnie świecą się od godz. 18.00 do godz. 20.00.
Po dyskusjach zapadła decyzja, by tak, jak w roku ubiegłym, przegłosować uchwałę,
określającą, że w sezonie letnim lampy uliczne mają być w ogóle nie zapalane.
AK, fot. AK
Na 297 małżeństw zawartych w naszym powiecie w 2004 roku przypadają 63
rozwody. W tej statystyce najmniej korzystnie wypada gmina Grodzisk, gdzie na 11
małżeństw odnotowano 9 rozwodów. Ideału sięgnęło Perlejewo - tam zawarto 20
małżeństw i nikt się nie rozwiódł.
Kiedy wybrzmią weselne fanfary, padną ostatnie słowa przysięgi i minie szał weselnej
zabawy, zaczyna się proza życia, która coraz częściej kończy się rozwodem.
Powszechnie uważa się, iż zdrada małżeńska jest głównym powodem rozstań, co nie
jest do końca prawdą. Problemy z nadużywaniem alkoholu, zwłaszcza przez mężczyzn,
stanowią główny powód nieporozumień małżeńskich. Komercjalizacja życia, pogoń za
pieniądzem, brak pracy lub jej nadmiar to przyczyny zachwiań delikatnej struktury
rodzinnej. W naszym specyficznym siemiatyckim mikro światku znaczącym zagadnieniem jest
syndrom belgijski. Rozbicie rodziny następuje na skutek wyjazdu jednego ze
współmałżonków "za chlebem" do Brukseli. Ta, z założenia przed wyjazdem,
prowizoryczna sytuacja trwa zwykle latami i prowadzi w naturalny sposób do rozpadu
związku. W prezentowanej poniżej tabeli przedstawione są statystyczne dane dotyczące
rozwodów i małżeństw zawartych w powiecie siemiatyckim.
Liczba rozwodów dotyczy małżeństw zawartych w poszczególnych gminach, które nie
zawsze w ostatnim czasie zamieszkiwały na terenie zawarcia związku. Na 297 małżeństw
zawartych w naszym powiecie w 2004 roku przypadają 63 rozwody. Nową formą
"odpoczynku" od siebie jest separacja. Siemiatyczanie w ubiegłym roku
zdecydowali się na nią dwukrotnie.
W statystyce małżeńsko-rozwodowej najmniej korzystnie wypada gmina Grodzisk, gdzie na
11 małżeństw odnotowano 9 rozwodów. Ideału sięgnęło Perlejewo. Tam przy braku
rozwodów zawarto 20 małżeństw. Małżonkowie, którzy nie chcą publicznego prania
brudów, na ogół za powód rozstania podają niezgodność charakterów. Jeśli
partnerom uda się osiągnąć wspólne stanowisko poza salą sądową, rozwód może być
orzeczony po drugiej rozprawie.
Cały proces formalnego rozstania trwa wówczas około trzech miesięcy. W tym przypadku
koszty sądowe wynoszą około 300 zł. W przypadku zacietrzewienia i prób rozwiązania
swoich problemów na wokandzie sądowej, przebieg rozwodu jest zwykle długotrwały i
kosztowny. W obydwu tych przypadkach postępowanie jest trudne i żenujące, sięga do
intymnych sfer pożycia małżeńskiego. Zanim, więc wypowiemy "tak" w chwili
ślubu, pozwólmy sobie na chwilę refleksji nad nieubłaganą statystyką, z której
wynika, iż przynajmniej jednej z pięciu par będzie dotyczył problem rozstania.
Szanowni Państwo, drodzy Czytelnicy!
W styczniu ukazał się 500-ny numer Głosu Siemiatycz.
Było to też pretekstem wprowadzenia dawno przygotowywanej rewolucji - zmiany formatu
naszego tygodnika na większy - na dużą gazetę. Zmiany powiodły się, lecz nawał prac
z tym związanych spowodował czasową przerwę w wersji internetowej tygodnika, za co
serdecznie przepraszamy.
Ale już wracamy do Was!
Zgodnie z wcześniejszymi obietnicami, forma wydania internetowego będzie teraz ulegała
zmianom i aktualizowana będzie regularnie.
Z przyjmnością informujemy też, że webmastrem naszego serwisu został Jarosław
Surmacz.
Przepraszamy za długą przerwę - czekamy na sugestie i uwagi dotyczące dalszej
rozbudowy naszej witryny.
Pozdrawiamy!
Redakcja
Kilka pytań do rzecznika Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku.
Z kilkoma pytaniami dotyczącymi spraw lustracji zwróciłem się do rzecznika Instytutu
Pamięci Narodowej w Białymstoku Tomasza Danileckiego.
- Jak poważnym źródłem informacji na temat współpracy z Służbą Bezpieczeństwa
lub innej działalności tych służb jest tzw. lista Wildsteina?
- Tzw. Lista Wildsteina mówi tylko o tym, że dana osoba znajdowała się w kręgu
zainteresowania SB, natomiast nie wyjaśnia czy ktoś był przez SB prześladowany,
inwigilowany, zwerbowany do tajnej współpracy, czy po prostu zatrudniony na etacie.
Każdy kto do nas się zwraca wie, czy działał w strukturach opozycji, czy miął
jakieś związki z SB. Jednak zbieżność jego imienia i nazwiska z danymi z "listy'
może być zupełnie przypadkowa. Trudno mówić "że ja to ja". Ta
"lista" dotyczy głównie osób z Warszawy i okolic.
Prawdopodobieństwo, że znajdują się tutaj osoby z innych rejonów Polski jest bardzo
niewielkie, chyba, że ktoś kiedyś w Warszawie mieszkał.
- Jakie wymogi należy spełnić, aby sprawdzić "swoją" teczkę?
- To jest rzecz bardzo prosta. Należy po prostu przyjechać do siedziby Oddziału IPN w
Białymstoku, która mieści się w dzielnicy Starosielce, w biurowcu dawnych Zakładów
Kolejowych przy ulicy Warsztatowej 1A. Tu można sprawdzić swoje dane. Pracownicy
Instytutu pomogą wypełnić formularz, należy mieć tylko ze sobą dowód tożsamości.
Formularz również można pobrać z internetu, na stronie www.ipn.gov.pl.
- Dziękuję za rozmowę.
Dyżur IPN
W dniu 4 marca 2005 roku w Starostwie Powiatowym w Siemiatyczach
pracownik Instytutu Pamięci Narodowej będzie mógł odpowiadać na pytania osób
zainteresowanych działalnością Instytutu, a przede wszystkim udzielać będzie
informacji na temat dostępności do teczek osobowych. Dyżur odbędzie się w
godz. 9.00 - 15.00.
Jacek Piotrowski
Holendrzy chcą zostać na dłużej
W ubiegłym miesiącu nastąpiła zmiana na stanowisku prezesa Oerlemans Foods
Siemiatycze".
- Chcemy, by rolnicy i mieszkańcy utożsamiali się z tym zakładem - mówi nowy prezes
Jacek Glanc w wywiadzie dla Głosu Siemiatycz.
- Dlaczego doszło do zmiany prezesa?
- Były prezes sam zrezygnował z zajmowanego stanowiska. Holendrzy uważają, że
prezesem ich spółek powinien być tzw. "lokalny człowiek". Mam nadzieję, że
sporo czasu będę pracował w Siemiatyczach i zrobię dużo dobrego dla tego właśnie
zakładu. Moją pracę ocenią wyniki finansowe oraz inni ludzie z tej branży -
powiedział Jacek Glanc, nowy prezes spółki "Oerlemans Foods Siemiatycze". -
Mamy tutaj dużo zdolnych i wartościowych pracowników.
- Zakład ten w ostatnich latach kilkakrotnie zmieniał właścicieli oraz nazwy.
- Rzeczywiście tak było. Zakład nie miał po prostu szczęścia do dobrego branżowego
właściciela. Teraz jest inaczej. "Oerlemans", to bardzo dobrze zarządzana
potężna firma. Mamy sprecyzowane cele. Rozwijamy eksport na rynki wschodnie oraz
sprzedaż na rynku krajowym. Na przykład pan Bogdan Kryński bardzo dobrze współpracuje
z firmami ze wschodu. Widać zaangażowanie pracowników w rozwój tej firmy, co mnie
naprawdę cieszy.
- Czy znał Pan wcześniej siemiatycki zakład?
- Zakład odwiedzam od 1985 roku. Wówczas był to jeszcze "Hortex". Pracowałem
wówczas w centrali "Hortex" w Warszawie w dziale eksportu. Później
wyjechałem do pracy do Wielkiej Brytanii. Byłem współwłaścicielem dużej spółki.
Uważam, że Siemiatycze zawsze były jednym z lepszych zakładów w Polsce.
- Czy w najbliższym czasie przewidywane są inwestycje?
- Chcemy poprawić efektywność produkcji i obniżyć koszty. Wprowadzimy kolejne nowe
technologie produkcyjne. Czeka nas wymiana energochłonnych tuneli chłodniczych na
bardziej nowoczesne. Linie produkcyjne chcemy umieścić w jednej hali. Potrzeba na to
milionów złotych.
- Wynika z tego, że holenderscy właściciele uważają ten zakład za rozwojowy?
- Jak najbardziej, są bardzo zainteresowani przyszłością zakładu i będą inwestować
duże pieniądze. Będą to miliony euro. Holendrzy na tym rynku chcą pozostać na wiele
lat. Wszystkie posunięcia i inwestycje są bardzo przemyślane.
- Modernizacja często niesie za sobą zwolnienia pracowników.
- Nie przewidujemy zwolnień. Obecnie zatrudniamy na stałe 225 osób. W sezonie pracuje
dodatkowo ponad 120. Więc jest to duża rzesza ludzi. Zatrudnienie na takim poziomie
będzie utrzymane. Tym bardziej, że rozszerzamy asortyment oferowanych produktów.
- Czy przerób nowych warzyw?
- "Oerlemans" specjalizuje się w produkcji mrożonek warzywnych i owocowych.
Teraz będziemy przerabiali też pieczarki - ruszyła nowa linia pieczarkowa. Chcemy
"nakręcić" koniunkturę regionalną. Kiedyś był tutaj silny rejon
pieczarkowy, istnieją nieczynne pieczarkarnie. Chcielibyśmy to wspólnie z rolnikami
odbudować i ruszyć z pełną produkcją. Jesteśmy skłonni pomagać rolnikom w
odbudowywaniu podłoża do produkcji pieczarek. Zainteresowanych tym tematem zapraszam do
naszego zakładu.
Marek Malinowski, fot. MM
Szwedzi kupią PKS?
W ubiegłym tygodniu przez trzy dni szefowie oraz pracownicy szwedzkiej firmy
Connex Polska oglądali cały zakład PPKS Siemiatycze. Trwają rozmowy na temat
prywatyzacji tego zakładu.
Właścicielami firmy "Connex Polska" są Szwedzi. Firma ta, która wchodzi w
skład dużego koncernu transportowego "Connex Transport", jest zainteresowana
wykupieniem PPKS Siemiatycze. Szwedzi planują najpierw stworzenie spółki, a w
przyszłości przejęcie zakładu w całości.
Cztery PKS w Podlaskiem
- Przystąpiliśmy do prywatyzacji czterech PKS-ów w województwie podlaskim: w
Siemiatyczach, w Bielsku Podlaskim, w Zambrowie i w Łomży. Z tej czwórki wybierzemy
tylko dwa lub trzy - powiedział Tomasz Rochowicz prezes zarządu "Connex
Polska". Takie jest nasze wstępne rozeznanie. Według nas PPKS Siemiatycze to
ciekawe przedsiębiorstwo. Dziś jesteśmy tu po raz pierwszy.
- Jaki jest cel dzisiejszej wizyty?
- Prowadziliśmy pierwsze rozmowy ze związkami zawodowymi oraz dyrekcją PPKS. Z ich
przebiegu jesteśmy nawet zadowoleni. Chcemy wszystko wiedzieć o obecnej działalności.
Zapoznajemy się ze strukturą zakładu oraz wynikami finansowymi. Jeśli złożymy
ostateczną propozycję stworzenia spółki, musimy firmę poznać od podszewki.
- Jeśli spółka, to na jakich warunkach?
- Chcemy posiadać 51% procent udziałów, czyli większość. Inaczej tego sobie nie
wyobrażamy. Pozostałe 49% należałoby do skarbu państwa. Jednak w ciągu kolejnych
pięciu lat chcemy wykupić całość udziałów i stać się stuprocentowym
właścicielem - kontynuuje prezes. W taki sposób przystępowaliśmy do prywatyzacji
innych PKS-ów w Polsce. Obecnie już zarządzamy 12 byłymi PKS-ami. W sumie w Polsce
chcemy sprywatyzować i zainwestować nasze pieniądze w 40 zakładach typu PKS.
Najprawdopodobniej wśród nich będą też Siemiatycze.
- Jak wstępnie oceniacie kondycję PPKS Siemiatycze?
- Widać, że przedsiębiorstwo jest dobrze zarządzane. Jest nastawione na obsługę biur
podróży i przewozy osób do różnych krajów. PPKS posiada dość dobrze wyposażone
zaplecze techniczno - remontowe. Najgorzej jest z autobusami, które obsługują lokalne
połączenia. Średni wiek pojazdów to 13 lat. To bardzo dużo. Dużą część
autobusów typu autosan praktycznie trzeba wycofać z eksploatacji. Widać, że w tej
mierze potrzeba bardzo dużych inwestycji.
- Jakie warunki proponujecie pracownikom?
- Nie chcemy nikogo zwalniać. Interesuje nas zatrudnienie wszystkich pracowników na
takich samych warunkach płacowych. Warunki zatrudnienia, podwyżek będą sztywno
ustalone i nie będą zmieniane przez okres dwóch lat. Po dwóch latach będziemy
negocjować jedynie wartość podwyżek. Będzie to tylko zależało od kondycji
finansowej spółki. Chcemy rozwijać firmę. Priorytet, to ciągły rozwój i szkolenia
pracowników. Chcemy na Podlasiu zainwestować ogromne pieniądze.
- Ostateczna decyzja o wykupieniu PPKS Siemiatycze jeszcze nie zapadła?
- Do końca lutego musimy złożyć ostateczne oferty prywatyzacyjne do Podlaskiego
Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku. Tak jak powiedziałem, złożymy oferty na
prywatyzację dwóch, może trzech PKS-ów. Dla nas PPKS Siemiatycze jest interesującym
pod względem inwestycyjnym przedsiębiorstwem. Na ostateczną decyzję trzeba jednak
zaczekać do końca lutego.
Mamy wysokie notowania
- Rozmowy dotyczące prywatyzacji są zawsze bardzo trudne. Jednak w naszym
przedsiębiorstwie ten temat jest już obecny od ponad roku - powiedział Tadeusz
Mrowiński, dyrektor PPKS Siemiatycze. - Związki zawodowe miały bardzo wiele pytań do
szefostwa firmy "Connex Polska". Pracownicy obawiają się o swoje miejsca
pracy. Przytaczali przykład prywatyzacji byłego Horteksu, gdzie zwolniono bardzo wiele
osób. Jednak z rozmów wynika, że jeśli firma "Connex" złoży swoją
ofertę, to będzie chciała zapewnić miejsca pracy dla wszystkich naszych pracowników.
Szef tej firmy zapewniał nas, że zwolnień nie będzie. Ma być pakiet, który
gwarantuje, że przez dwa lata nikt nie zostanie zwolniony. Zostanie również ustalone
dokładnie, o ile procent w ciągu dwóch lat będą wrastać wynagrodzenia.
Przedstawiciele firmy "Connex Polska" zapowiedzieli, że chcą inwestować duże
pieniądze i szkolić pracowników. Jednak nie odpowiedzieli nam, czy zdecydowali się w
stu procentach na wzięcie udziału w prywatyzacji PPKS Siemiatycze.

- Interesował się pan
działalnością firmy "Connex Polska"?
- Wydaje się, że jest to firma, która posiada bardzo duży kapitał finansowy. Nawet w
Polsce zainwestowała bardzo dużo pieniędzy. Jednak nie wiemy, jakie są jej wyniki
finansowe w poszczególnych spółkach, które stworzyła w Polsce. Można jednak
powiedzieć, że poprzez wzięcie udziału w prywatyzacji uratowała kilka PKS-ów przed
bankructwem.
- Jaki był ubiegły rok dla PPKS Siemiatycze?
- Rok poważnych inwestycji. Kupiliśmy trzy turystyczne autokary firmy
"Mercedes" i jeden autobus firmy "Jelcz". Wyremontowaliśmy
kilkanaście naszych autosanów. Były też remonty dworca oraz warsztatów. W ubiegłym
roku na inwestycje wydaliśmy prawie 2 miliony złotych. Rok zakończyliśmy z dwukrotnie
wyższym zyskiem niż w roku ubiegłym. Jest to zasługa absolutnie wszystkich
pracowników naszego przedsiębiorstwa.
- Jak wypadamy w stosunku do innych pobliskich PKS-ów?
- Przytoczę tylko pewne cyfry. Nasze przedsiębiorstwo zatrudnia 150 pracowników i
posiada 80 autobusów, w tym 14 luksusowych. PKS Bielsk Podlaski posiada 47 autobusów i
zatrudnia 92 pracowników. Nie ma zachodnich autobusów. PKS Zambrów posiada 80
autobusów i zatrudnia 160 pracowników. Uważam, że nasz PPKS ma dobre wyniki finansowe
i wysokie notowania.
- Czekacie na decyzję "Connex Polska"?
- Pracujemy normalnie. Jednak wszyscy są bardzo ciekawi, jaką ostateczną decyzję
podejmie ta firma. Czy będzie negocjowała warunki z Podlaskim Urzędem Wojewódzkim w
Białymstoku? Czy zostaniemy sprywatyzowani? Jaka będzie przyszłość naszego zakładu?
Te pytania nurtują nie tylko mnie, ale każdego innego pracownika PPKS Siemiatycze.
Marek Malinowski, fot. MM
Byłą GS Grodzisk zarządza syndyk. Wkrótce rozpocznie sprzedaż budynków.
GS Grodzisk jeszcze nie tak dawno tętnił życiem. Mieszkańcy Grodziska
mówią, że był potęgą. Teraz pozostało tylko wspomnienie. Każdy napotkany
mieszkaniec Grodziska tylko macha ręką i mówi: "Szkoda gadać, pozostały tylko
długi. Żal na to patrzeć."
Przed biurowcem i bazą cisza, żywej duszy nie ma. Przed biurem smutno powiewają flagi
różnych zakładów produkujących nawozy sztuczne. W biurze zastaliśmy jeszcze kilku
pracowników, między innymi księgową i pana Łubę.
Zobowiązania i dłużnicy
Od 5 stycznia "GS Grodzisk w upadłości" zarządza syndyk Stanisław Kamiński,
który do Grodziska dojeżdża z Białegostoku.
- Jak często urzęduje pan tutaj?
- Dwa lub trzy razy w tygodniu. Pracy do wykonania dość sporo. Przede wszystkim musze
się bardzo dokładnie zapoznać ze stanem dokumentacji majątku byłego GS Grodzisk oraz
sytuacją finansową. Jest sporo nie do końca jasnych i zagmatwanych spraw - powiedział
syndyk Stanisław Kamiński. Jak widać, wokoło mnie same papierki.
- Jakie jest zadłużenie GS?
- Spółdzielnia jest winna około 1 mln 800 tys. złotych. Takie mamy zobowiązania.
Część z nich uda nam się spłacić po sprzedaży pozostałego majątku. Jednak
posiadamy też dłużników i to na ogromne sumy pieniędzy.
- Dłużników, którzy nic wam już nie zapłacą.
- Z wielu ściągnięcie długu będzie już niemożliwe. Dłużników mamy na grubo ponad
milion złotych. Jest kilku, którzy winni są nam bardzo duże pieniądze. Między innymi
właściciel firmy "Żerpol" z Siemiatycz, firma pana Wakuluka z Siemiatycz.
Podobno właściciel tej firmy gdzieś zniknął. Dłużników jest naprawdę dużo.
Część z nich będą ścigali komornicy.
- Ile pozostało nieruchomości do sprzedania po byłym GS Grodzisk?
- Duża baza, biurowiec oraz kilka sklepów. Szacuję, że wartość pozostałego majątku
to około 1 milion 200 tysięcy złotych. Jednak dopiero przetargi pokażą, ile warte są
pozostałe nieruchomości.
- Zatrudnia pan jeszcze jakiś pracowników?
- Dokładnie 8 osób. Jednak wszyscy są już na wypowiedzeniach. Nie mają zapłacone za
swoją pracę za okres czterech ostatnich miesięcy. Dlatego muszę jak najszybciej
przygotowywać dokumentację pod sprzedaż nieruchomości. Wówczas będziemy posiadali
realne pieniądze na wypłaty. W sumie dla wszystkich pracowników GS jest jeszcze winny
około 20 tysięcy złotych.
- Udziałowcy, czyli rolnicy nie mają co liczyć na pieniądze?
- Raczej ich nie zobaczą. Mamy wiele podmiotów, którym GS Grodzisk jest winny
pieniądze. Udziałowcy w tej kolejce są praktycznie na samym końcu.
Marek Malinowski, fot. MM
O NASZYM CZASOPIŚMIE || STRONA GŁÓWNA || ODGŁOSY || CIEKAWOSTKI || KULTURA || HISTORIA || ALBUM STARYCH FOTOGRAFII || SPORT || OGŁOSZENIA || WSPÓŁCZESNE ZDJ ĘCIA Z SIEMIATYCZ || ARCHIWUM || ANKIETA || KSIĄŻKA ADRESOWA || LINKS ||
Copyright 1998 - 2004 C Agencja Informacyjna Głos - Jerzy Nowicki, Jacek Wasilewski / Wszelkie prawa zastrzeżone. / Webadmin - Jarosław Surmacz - glos@kfd.pl
Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze, Siemiatycze